post

depresja poporodowa i instagramy

– Powinnaś mieć insta do tego bloga, takie piękne zdjęcia Twoje i Łucji. Ludzie lubią zdjęcia. – poinformowała mnie kiedyś zimą, w pierwszym trymestrze, moja przyjaciółka, która regularnie uświadamia mnie, że nie do końca odnajduję się w realiach dzisiejszego świata.
– Eee… insta tak. To bym musiała wrzucać tam zdjęcia. Bym musiała je mieć. W tym tygodniu zrobiłyśmy sobie jedno selfie, patrz.
– Nie, nie, nie. Dorota! Tak to nie działa. To musi być ładne zdjęcie, wiesz trzeba się ubrać, uczesać, a nie…

Czasem widzę bardzo popularne blogi, na których treści i przekazu wprawdzie mało, ale zdjęcia są super. Czuję potrzebę estetyki, realizowaną oglądaniem ładnych skandynawskich wnętrz i dzieci ubranych jak książątka, choć swoją wolę zaspokajać inaczej. Ale widzę w tym jeszcze coś – balansowanie na cienkiej granicy pomiędzy tąże potrzebą estetyki i oglądaniem mocno nieprawdziwego świata a jakimś takim emocjonalnym masochizmem.

Depresja w ciąży i popordowa (nie) na instagramie

Tu jest kilka krótkich i prostych tekstów o depresji i zaburzeniach nastroju w ciąży i po porodzie (na które natrafiłam właśnie – nie mogąc spać od świtu pod koniec ciąży 😉 ). Pani Dawn Kingston, która jak informuje notka biograficzna, specjalizuje się w zdrowiu psychicznym w okresie okołoporodowym, pisze o tym, że większość depresji poporodowej zaczyna się w ciąży. Według niej bierze się to między innymi stąd, że:

  • zaburzenia nastroju w czasie ciąży uważane są za coś normalnego, więc kobiety nie szukają pomocy, jak coś zaczyna się dziać;
    kobiety w ciąży nie gadają o swoich lękach i smutkach, a tym bardziej objawach depresji, które pojawiają się w czasie ciąży, bo… jest im wstyd;
  • na kobiety w ciąży nakładana jest olbrzymia presja – wygląd, styl życia, doświadczane emocje – wszystko powinno spełniać kulturowo narzucone normy bycia dobrą mamą już w ciąży;
  • z bycia perfekcyjną-przyszłą-mamą płynnie trzeba przejść w bycie perfekcyjną-młodą-mamą, jak coś pójdzie nie tak, niezgodnie z wizją i planami (a często idzie i często zupełnie nie leży to po stronie mamy, że tak się stało) to bywa, że bardzo ciężko się z tym pogodzić.

Eksperyment na depresję

To staranie się, próba doskoczenia do wysoko postawionej przez nie do końca wiadomo kogo poprzeczki, którą zaakceptowaliśmy na tym poziomie i udawanie przed innymi, przed bliskimi, przed sobą nawet, jest wyczerpujące i niszczące. Dawn Kingston proponuje taki uwalniający eksperyment, polegający na tym, żeby zacząć mówić prawdziwe rzeczy o swojej ciąży (a potem macierzyństwie). W kolejce do lekarza, w szkole rodzenia, na spotkaniu z (może perfekcyjnymi) znajomymi, zdjąć na chwilę maskę i powiedzieć “hej, tak właśnie jest”. I zobaczyć co wtedy się stanie.

„Hej, tak właśnie jest”

Śniło mi się ostatnio, że zgubiłam córkę w lesie. Było ciemno i jej niedopilnowałam, a potem już tylko słyszałam że jest gdzieś niedaleko, że płacze i krztusi się czymś, ale nie mogłam się do niej dostać przez gęste krzaki. Była tuż obok, ale nie wiedziałam gdzie, nic nie widziałam. A potem nagle obudziłam się w śnie, w którym odkryłam, że przez 8 godzin nie karmiłam jej urodzonego już brata, bo spał i zapomniałam go obudzić. Z tego wszystkiego obraził się i wrócił do brzucha.

Tak, trochę się boję jak to wszystko poukładamy, żeby było dobrze. Wracają mi stare uczucia braku kompetencji, oskarżenia w głowie nie wiadomo skąd, że część rzeczy to moja nieudolność albo lenistwo, a nie świadomy wybór – zarzucania bezsensownych norm, dawania przestrzeni rodzinie, zostawiania odpowiedzialności dziecku. Tak, siadałam czasem na łóżku w tej ciąży z dziwną myślą “kurde, co my zrobiliśmy, przecież ja tego nie ogarnę” albo z uczuciem, że nie będę potrafiła kochać jego tak jak jej, albo że zrzucę na nią zbyt wiele i zbyt wiele będę wymagać, kiedy on się urodzi. Nie ćwiczyłam, jadłam słodycze, piłam coca-colę i radlery 0%, nie wyglądałam na zdjęcie na instagrama i często nie miałam siły bawić się z Łu, szczególnie ostatnio mimo, że czuję, że to nasze ostatnie chwile tylko we dwie.

Cieszę się z mojej ciąży, była dla mnie wielką podróżą. I cieszę się też, że już się kończy. Ale to wszystko u góry też jest prawdą o niej.

A Ty? Odsłonisz trochę prawdy?