post

Nie warcz

– Nie warcz – mówię zmęczona i zirytowana, że Łucja warczy na Remika. Nie w przenośni. Dosłownie warczy albo ryczy, jak zbliża się do niej. Po całym dniu strasznie się wkurzam, jak słyszę głośne warknięcia, szczególnie, jak on potem wybucha płaczem.

Bez sensu. Jak przychodzi chwila refleksji to już wiem, że to zupełnie bez sensu. Przecież opowiadała mi o swoim balonie zazdrości i o tym, że kiedy już jest bardzo pełen to wybucha. A teraz oprócz zazdrości, dochodzi jeszcze konieczność bronienia swoich granic, kiedy mały, obśliniony raczkujący potwór zbliża się gnieść jej obrazki, zjadać jej czekoladę albo co gorsza lego, wyrywać zabawki, przerywać czynności.

– Po co warczysz? – pytam już bez złości, z ciekawością
– No żeby tu nie szedł, nie wiesz? – odpowiada zdziwiona moim pytaniem. Aha, czyli to drugie i dla niej jasne jak słońce, że to wiem. I że jak mówię “Nie warcz”, to może też mówię “Nie broń się”?

Moje dziecko ma różne sposoby na trudności w relacji z młodszym bratem. Niektóre są niesamowicie dojrzałe. Inne są takie, że chcę się ich jak najszybciej pozbyć. Warczenie jest gdzieś po środku. Kiedy zabiorę jej ten ze środka to duża szansa, że wróci do tych, których chciałabym, żeby nie używała i na przykład go walnie, dlatego zupełnie bez sensu, że tak gadam. Kiedy zaczynam myśleć o tym, że to warczenie to postęp, w stosunku do tego, co było dwa tygodnie temu albo co mogłoby być robi mi się lepiej. Przypominam sobie też o tym, że mówienie “nie warcz” zwiększa tylko napięcie, komplikuje im stosunki.

Następnym razem daje im chwilę przestrzeni i nie reaguję, kiedy Łucja warczy na raczkującego w jej stronę Remika. Zatrzymuje się i wybucha płaczem. Na 10 sekund, a potem idzie w swoją stronę. I wszystko jest okej.

Myślę też o innych rzeczach, które mogę powiedzieć zamiast “Nie warcz”, o rzeczach, które będą jej dodawać zamiast odejmować – strategii, sił, empatii.

Czy mogę Ci jakoś pomóc?
Co się stało?
Przeszkadza Ci, co?
To czasem trudne mieć młodszego brata?
Ciekawe czemu on tak bardzo chce do Ciebie iść?
Może wymyślimy więcej pomysłów, żebyś mogła się obronić?

A potem nagle odkrywam, że zupełnie mi już to warczenie nie przeszkadza…


Może spodoba Ci się też:

Zazdrość i bicie

Nie lubisz mnie

Zdjęcie PublicDomainPictures

post

Zabawa, która pomaga na zazdrość

Padają ostatnio pytania o zabawy, które pomagają nam, żeby Łucji było trochę mniej trudno z pojawieniem się młodszego brata. Myślę, że to, że odpowiem na to pytanie ma sens jako źródło inspiracji, otwarcie się na takie pomysły bycia z dzieckiem. Wcale jednak nie musi być tak, że inne dzieci będą chciały skorzystać z tego samego, co my robimy.

Cohen w książce rodzicielstwo przez zabawę pisze o tym, że dziecku często trzeba proponować ileś różnych zabaw, zanim którąś przyjmie. Ja myślę też, że jeśli dziecko czuje, że to ma być nasz złoty i szybki środek na załatwienie czegoś, to też w to nie pójdzie. I że w zasadzie najlepiej się sprawdza, kiedy zabawa wychodzi od dziecka.

1. Siłowanki

Przepychanie, ściskanie, tulenie, wygłupy. Umożliwiają kontakt fizyczny i rozładowanie różnych napięć. Nie będę o tym pisać, bo jest cała książka „Siłowanki” wydawnictwa Mamania z masą pomysłów.

2.Zagubiona dziewczynka / zwierzątko

To jest autorski pomysł Łucji. Ona kuli się w jakimś kącie (często na spacerze) i mówi „Ojejku zgubiłam się w tym strasznym ciemnym lesie / mieście”, a ja zapraszam żeby szła ze mną. Pytam czy chciałaby ze mną zamieszkać, czy chciałaby mieć brata, bo ja bym chciała żeby mieszkała. Pokazuje jej mieszkanie, pokój, zabawki. Ona zadaje różne pytania, częściowo buduje strukturę „A co robicie kiedy?”, „Czy chodzicie na spacery?”, „A możemy kiedyś pojechać do lasu?”.

To jest zabawa o wyborze i o tym, że jesteśmy ze sobą bo się chcemy. A przede wszystkim o tym, że to nie jest tak, że ja ją po prostu “mam”, bo ją urodziłam, ale że ją wybieram codziennie, kocham, chcę mieć.  Myślę, że ważne jest też to że ona sobie przypomina różne rzeczy, które ma, które są jej, które dostała od nas i daje to poczucie stabilności, ale też bycia ważną i widzianą.

3.Dzidziuś / wykluwający się dinozaur

Jest dzidziusiem (niekoniecznie ludzkim), którym się zajmuje i opiekuje. Często używam dzidziusiowych akcesoriów, małego kocyka, zabawek Remika. Słyszałam od wielu osób, że się w ten sposób bawili po pojawieniu się rodzeństwa. Czasami, szczególnie w ciężkie poranki lubi być jajkiem dinozaura, otulona kocykiem, a ja i Remik ją ogrzewamy. W tej zabawie pomocne jest dla niej odwrócenie ról, w którym on jest starszym bratem.

4. Krecik Łucja

To jest zabawa, w której ja nigdy nie uczestniczyłam. Łucja zaczęła ją z opiekunką, a jak byłam w ciąży to bardzo ją rozbudowała z tatą i to z nim się w to bawi, prawie codziennie przed spaniem. Wymyslili już mnóstwo scenariuszy tej zabawy, ale zasadniczo jest o Kreciku, który wpadł w tarapaty i ratuje go Borsuk, z którym może razem zamieszkać. Często zaczynają od wspólnego budowania nory z poduszek i kocy.

Buduje jej poczucie bezpieczeństwa, pozwala się poczuć zaopiekowaną i ułatwia spokojne zaśnięcie.

5. Miasteczko Heartlake

Rozwijające się z każdym nowym zestawem LEGO Miasteczko Heartlake jest jedną z jej ulubionych zabaw, w której wymyśla historie i je wspólnie odgrywamy postaciami z LEGO. Przerabiamy tam wchodzenie w związki, zakochiwanie się, śluby, porody, odrzucenie, zazdrość, różne trudności w relacjach, chorobę psychiczną, ale też takie bardziej sensacyjne wątki typu porwanie, wypadek, pojawienie się ducha.

Dla mnie to jest taka zabawa, która tworzy nieskończone możliwości i łączy w sobie elementy klasycznego opowiadania historii, psychodramy, odgrywania ról i technik projekcyjnych, ale jest przede wszystkim mega prześmieszna.

6. Arielka

W Arielkę bawimy się w wannie, głównie gadając. Wspominam o niej, bo ma dwa ważne elementy. Po pierwsze bawimy się przy okazji, trochę wydzieramy czas na zabawę, tam gdzie wydawałoby się , że już go nie ma, a to jest ważne przy maluchu, który tak dużo go zabiera.

Po drugie to jest zabawa, do której Łucja wpuszcza Remika. Czasem jest psem księcia Eryka, ale coraz częściej księciem, albo bratem. Myślę o tym jak zabawa buduje więź i że to bardzo cenne szukać takich, które obejmą oboje dzieci i im to ułatwią. Myślę, że pomaga też kiedy fabuła historii ich jednoczy w jakimś wspólnym celu.

15 minut dziennie

 Łucja zawsze ma gotowe pomysły i czeka, więc nie musimy wspólnej zabawie nadawać struktury. Jak tak nie macie to dobrze jest pamiętać o takim wyłącznym czasie dla dziecka, w którym ono przejmuje zupełną inicjatywę za zabawę i w którym robicie wszystko, co ono chce. Może to trwać 15 minut, a może dłużej (ja widzę, że dla nas 15 minut to jest za mało, bo Łucja lubi budować skomplikowane fabuły).

Cohen w “Rodzicielstwie przez zabawę” dużo pisze o tym, jak takie 15 minut dziennie zabawy sterowanej przez dziecko bardzo wzmacnia więź między rodzicami a dzieckiem. Ja obserwuję u nas, że znalezienie czasu na zabawę to jest też pewnego rodzaju inwestycja – jak poświęcam trochę czasu na tę zabawę, to potem de facto oszczędzam go gdzie indziej, bo “wybawiona” Łucja jest często bardziej skłonna do współpracy przez resztę dnia.


Być może spodoba Ci się:

Nie lubisz mnie

Zazdrosna

Już mnie nie kochasz

Photo credits 

post

Nie lubisz mnie

– Nie lubisz mnie… – pojękuje Łucja po raz kolejny w tym tygodniu. Trudno jej. Zazdrosno. Remik mało śpi. Ona ma mało mamy. Wszystkim trudno, ale jej bardzo. Było milion rozmów, mnóstwo pytania o to co może ci pomóc. Tylko ileż mogę pytać, ileż ona może mówić, kiedy wciąż i wciąż brak zasobów na to, co jej może pomóc. Mama jej może pomóc. Taka tylko dla niej. I trochę to daje ulgi, że widzę, że słyszę, że pytam, że snujemy plany, że łapiemy minuty. Ale ciągle za mało.

– Nie lubisz mnie… – powtarza głośniej. Wiem co teraz będzie, jeśli spytam dlaczego tak mówi albo myśli. Wiem też co będzie jeśli zacznę zaprzeczać. Wiem, że znowu wylądujemy nigdzie. Robię więc coś po czym nie wiem co będzie, ale widzę, że jest spokojna, lekko rozdrażniona i tak po prostu to mówi.

– No. Nie lubię. – zastyga i patrzy na mnie zdziwiona. Jakby miała długie uszy to by nimi strzygła jak zwierzaczek. – Nieee lubieee cieee jaaak….
– No jak co pyta? – już lekko naburmuszona
– Jak czekolady cię nie lubię! – dociera do niej, że to zabawa i się rozluźnia
– Nie lubię cię jak małych roślinek. I słodkich kociaczków. Jak słonecznego dnia. Nie lubię cię jaaaak….
– Jak co? Jak co? – pyta już lekko podekscytowana
– No nie lubię cię jak pysznej, zimnej wody w upał. I lodów. Taak nie lubię cię jak lodów.

Śmieje się i mnie przytula. Powtarzamy to ostatnio prawie co dzień. Starcza, żeby zrzucić trochę ciśnienia, kiedy Remik nie śpi i wisi mi na rękach. Pozwala nie wchodzić w rozmowę z serii nie lubisz mnie, kochasz go bardziej i w ogóle już nie jestem dla was ważna. Starcza, bo to zabawa, a zabawa pomaga gdy dzieciom jest ciężko, pomaga gdy nitka więzi się niebezpiecznie mocno naciąga, a ten balon zazdrości o którym ostatnio mówiła już prawie wypełnia.


Być może spodoba Ci się:

Już mnie nie kochasz
Ból istnienia
Zazdrosna

Zdjęcie: trzyletnia Łu , Stawy Milickie

post

Zazdrosna

Siłowałyśmy się z Łucją, kiedy coś nagle poszło nie tak. Ostatnio bardzo często wchodzi w taką zabawę, spragniona kontaktu fizycznego ze mną, bo ma go mniej, ale też widzi młodszego brata na rękach. Nie zawsze to jest łatwe dla mnie do przeprowadzenia, kiedy nie ma taty, bo trudno mi czasem równocześnie zadbać o bezpieczeństwo Remika, ale trochę nam się udaje.

Tym razem chciała, żeby ją ściskać mocniej i mocniej, a potem nagle choć już nie ściskałam mocniej, zrobiło jej się za mocno i wybiegła z pokoju rozżalona i zła. Czasem tak bywa podczas takich zabaw, że dzieciom nagle wychodzą różne emocje i dobrze być na to gotowym. Ja jak zwykle nie byłam i zupełnie o tym nie pamiętałam przez jakąś chwilę.

Krzyczenie i bicie

— Idź sobie stąd!! – krzyknęła do mnie jak zaglądałam przez drzwi
— Chciałam sprawdzić czy wszystko okej?
— Nie jest okej! Nie będę z tobą gadać. Nie chce nawet na Ciebie patrzeć! – Dowaliła. Przełknęłam ślinę i poszłam do kuchni mantrując w głowie “Nie o mnie, nie o mnie, nie o mnie”. Ale po chwili wyszła, żeby oznajmić trzęsącym się głosem, że nie jest zła i że przyjdzie pogadać, jak się wysmarka.

— Przepraszam, że na Ciebie krzyczałam.
— Okej, spoko.
— Po prostu mnie zabolało, jak mnie boli, to nie mogę mówić łagodnie.
— Jak kogoś boli to trudno mówić łagodnie.
— No ale nie chciałam krzyczeć, chciałam łagodnie
— Jak coś boli to dobrze umieć krzyczeć, żeby ktoś na pewno usłyszał i przestał. Cieszę się, że umiesz krzyczeć. – myślę sobie o tym, jakie to trudne dla mnie, żeby w taki sposób zadbać o siebie i nie chcę jej tego blokować.
— No ale lepiej mówić łagodnie
— A krzyczenie się nie przydaje ?
— No może. Ale przepraszam.
— Okej. Wszystko dobrze. Przepraszam że cię za mocno ścisnęłam
— Ale…
— Ale okej.
— Ale Bubek! — wybucha płaczem i myślę o co jej chodzi, że się przestraszył przy tej kłótni?
— Nic mu nie jest, spoko.
— Ale bo ja go uderzyłam! To nie chodzi, że mnie ścisnęłaś. Tylko on się nie przestraszył, że płakał, ale ja go uderzyłam przedtem. — teraz już zanosi się płaczem — A on ma taką słodką buzię i patrzy na mnie z ufnością i ja nie wiem jak mogłam go uderzyć!


Zazdrość

Biorę ją na kolana i mi serce się ściska z tego nieszczęścia całego co ma sobie, z tego że chodzi z tym już pół dnia i że dopiero w tych siłowankach, w tym ściskaniu, w doświadczeniu bólu do niej przychodzi, żeby to wyrzucić. Przytulam i głaszcze po włosach. Rzeczony Bubek zupełnie nie pamięta, że ktoś go kiedykolwiek uderzył i bardzo zadowolony zmierza po podłodze do kawałka naleśnika, który mu wcześniej wypadł z ręki. Nic nie mówię i przytulam spokojnie, choć strasznie mi smutno i trudno, że jej tak trudno, że to część tego, że ja daję jej mniej niż potrzebuje, ale nie mniej niż jestem w stanie teraz dać. I jakoś taką bezradność mam na to wszystko, na te dzieci, na bałagan, na trudy, na bycie niedoskonałą.

— Bo ja się zrobiłam zazdrosna i go chciałam uderzyć, ale smok był ciężki i już wiedziałam, że to będzie mocno, ale nie mogłam już zatrzymać.
— Oj misiaczku…
— I on jest taki słodki, i ja go tak kocham, a potem robi mi się zazdrość i ja nie mam już panowania… tylko zazdrość ma mamo.
— A ta zazdrość Ci się nagle robi taka duża?
— Nie, bo ona się robi, że ja pomyślę że ty go nosisz ciągle i przytulasz, i jest najpierw mała, ale potem rośnie jak balon i potem już jest taka duża, że ja nie umiem jej powstrzymać i pęka i nie mam już wtedy panowania. Mamo jak ja mogę tak robić?
— Misiu tak się zdarza, jak człowiek się zdenerwuje, że jego mózg działa tak jakby tam mu się klapka jedna odłączyła. I wtedy czasem robi i mówi rzeczy, których nie chciałby normalnie. Że nie ma tego panowania.
— I tak mi się klapka otworzyła?
— No chyba tak.
— I to się nic nie da zrobić?
— Da się. Można wiedzieć, się zbliża ten moment i wcześniej to przerwać. Zanim balon urośnie i pęknie. Na przykład na samym początku, jak się robisz zazdrosna.
— Ale jak?
A co by ci pomogło?
— Jakbyś mnie przytuliła wtedy.
— To przyjdź wtedy się przytulić może?
— Dobra. Albo żebyśmy się dzisiaj pobawiły.
— Okej.

Jakaś radosna wstała następnego dnia, jak dawno nie, bardzo opiekuńcza dla niego, a ja trochę uważniejsza na jej potrzeby, żeby jeszcze coś więcej dla niej wcisnąć w rozkładzie dnia. Wchodziła na kolana parę razy i coś tam opowiadała. Minęły dwa dni i znów małe pięcioletnie stopy kopały w stronę (bo na ogół metaforycznie, powietrzu) ośmiomiesięcznego brzucha. Więc przekazałyśmy go tacie i poszłyśmy na zakupy, napięcie zeszło.

Wystarczająco dobry rodzic

Dużo mam myśli. Przysięgam, napisałam tak jak ona mówi. A że tak właśnie mówi, dorośle i wyszukanie, to czasem zapominam że ma pięć lat, że też potrzebuje bardzo dużo. Do tego młodszy jest bardziej wymagający w swojej bezradności niemowlęcej i łatwo tracę ją z oczu.

Myślę też o ciężarze okrutnym, który niesie w sobie to dziecko, które zbije, które nie znajdzie lepszego sposobu na rozładowanie napięcia, o tym jak bardzo ważne jest pomóc mu to regulować, zatrzymać wcześniej. A potem często dziecko tak chętnie będzie współpracować, ale potrzebuje wsparcia, uwagi, braku oceny za to co się wydarzyło, pełnej akceptacji siebie nawet wtedy kiedy po prostu i zawsze.

Myślę też o tym, że rodzice często mówią “ale ten młodszy ma już 9 miesięcy /rok, to chyba dość czasu żeby się przyzwyczaić, wcześniej było lepiej”, a to właśnie teraz dzieciom bywa trudniej, bo młodszy nie śpi już tyle, ma coraz bardziej podobne potrzeby, chce zabawki, chce jedzenie i w ogóle wyraźnie chce. Może teraz dociera, że to nie jest przejściowy kryzys tylko że już tak będzie, że muszę dzielić się wszystkim. Może nawarstwiają się niezaspokojone ileś czasu rzeczy. I wszystko wybucha, tik-tak? A my tak często myślimy “Co mu nagle odpaliło?”

Na koniec myślę o sobie, o tym że więcej nie dam już, bo nie mam z czego i chwytam się nadziei, że to jest dość. Tego, że wystarczy być nie idealnym ale wystarczająco dobrym. I że w ogóle wystarczy po prostu być.. dla nich, z nimi, z miłością, ciekawością, akceptacją.


Być może spodoba Ci się:

Czy lubisz wszystkie moje emocje?
Ból istnienia

Zdjęcie