post

Agresywna zabawa

Agresywna zabawa jest jednym z często poruszanych przez rodziców tematów. Wiele dzieci lubi wchodzić w zabawy z rodzicami oparte o kontakt fizyczny, przepychanie, siłowanie się czy szarpanie. Równocześnie często rodzice mają obawy o to czy taka intensywna i szalona, wręcz agresywna zabawa jest bezpieczna i dobra dla ich dzieci.

Najczęściej zgłaszane wątpliwości są takie, że agresywna zabawa może zwiększać lub modelować agresję i trudne zachowania u dzieci. Innym często pojawiającym się pytaniem jest co robić, kiedy dziecko bardzo się rozpędza i nie chce przestać, przez co zabawa kończy się płaczem. 

Po co dzieciom agresywna zabawa?

Agresywna zabawa, oparta o przepychanie, siłowanie, wywracanie się, gonienie czy straszenie jest nieodłączną częścią dziecięcego życia. Można powiedzieć, że często stanowi jego najradośniejsze chwile. Podczas takiej zabawy dzieci zaspokajają wiele potrzeb na raz.

  • Siłowanki są okazją do wchodzenia w bliski kontakt fizyczny z rodzicem, dzięki czemu uwalniają się w trakcie nich również te hormony, które podczas przytulania (jest to szczególnie ważne dla dzieci, które nie lubią się przytulać i nastolatków).
  • Agresywna zabawa umożliwia dzieciom zaspokojenie potrzeby ruchu.
  • Zabawy związane z przepychaniem, przewracaniem się, podrzucaniem dziecka, wywijaniem fikołków stymulują m.in. rozwój ruchowy, układ przedsionkowy, poczucie równowagi czy czucie głębokie.
  • Siłowanki wzmacniają poczucie wartości dziecka.
  • Agresywna zabawa umożliwia wyładowanie trudnych emocji i uwolnienie napięcia z ciała. 
  • Taka zabawa z dodatkiem dreszczyku jest zwyczajnie zabawna 🙂 

Walka-zabawa

Agresywne zabawy uruchamiają u dzieci stan z pogranicza spokoju i walki-ucieczki (strefy zielonej i czerwonej). Dzięki temu mogą one w bezpiecznych warunkach korzystać z różnych narzędzi, których normalnie ciało człowieka używa do radzenia sobie z niebezpieczeństwem. W takiej zabawie dziecko uczy się neurocepcji – czyli rozpoznawania niebezpieczeństwa, ale też przechodzenia między stanem walki-ucieczki i spokoju, co jest jedną z najważniejszych umiejętności w życiu. 

Walka-zabawa jest stanem, który znamy z obserwacji (nie tylko) małych ssaków, nic więc dziwnego że ludzkie dzieci też się w nią chętnie angażują. 

Czy agresywna zabawa zwiększa agresję u dzieci?

Częstą obawą pojawiającą się u rodziców jest to, że kiedy będą się w ten sposób kotłować z dziećmi, to one się nauczą agresji. Paradoksalnie jest wręcz na odwrót. Podczas agresywnej zabawy, dziecko uczy się kontrolować swoją siłę i analizować swoje pomysły, ponieważ brak uważności na partnera zabawy, może nie tylko owocować tym, że ktoś zostanie skrzywdzony, ale również natychmiastowym, nieprzyjemnym końcem tej zabawy.

Wiemy też [1], że dzieci, które mają wyższy poziom kortyzolu (hormonu stresu), we krwi chętniej i więcej inicjują takich agresywnych zabaw. Stąd wiemy, że jeżeli dziecko bardzo dużo angażuje się w takie zabawy, to może być tak, że potrzebuje dodatkowego wsparcia, żeby radzić sobie ze stresem albo przyjrzenia się jego rozkładowi dni czy naszej sytuacji w domu.

Jednocześnie ta zależność bardzo dużo mówi o mądrości z jaką funkcjonują ludzkie ciała. Wysoki poziom napięcia w ciele wymaga rozładowania, do którego może dojść na wiele sposobów, z których takie agresywne zabawy są jednym z lepszych jakie dzieci mogą użyć. (W skrócie: siłowanki z rodzicem są o wiele fajniejszą opcją niż walenie młodszego rodzeństwa młotkiem po głowie). Intensywne i mocne zabawy mogą sprawiać, że agresji kierowanej do otoczenia będzie mniej, ponieważ dziecko znajdzie w nich sposób na ujście napięcia.

Kiedy agresywna zabawa źle się kończy

Bywa tak, że dzieci podczas siłowanek, przepychanek i innych intensywnych zabaw, tak się rozpędzają, że zabawy kończą się źle. Czasami jest to trudność z zakończeniem zabawy, przekraczanie granic dorosłego, czasami nagłe wybuchy płaczu i poczucie zranienia, że rodzic zrobił coś za mocno. Warto pamiętać, że agresywna zabawa może skończyć się płaczem dziecka, nawet jeśli nic złego się w niej nie zadziało, ponieważ to wychodzące napięcie znajduje ujście w postaci łez (jest to szczególnie charakterystyczne dla dzieci, które w ostatnim czasie miały dużo przeżyć albo wchodziły w zabawę z bardzo dużym napięciem). Bywa tak że to jest zdrowy proces, związany z tym jak zmienia się wydzielanie hormonów podczas takiej zabawy. Wtedy każdorazowo dobrze jest przerwać zabawę i zaopiekować dziecko i jego emocje. Warto też przygotować sobie z dzieckiem umowę (jeśli jest zbyt małe mieć je w głowie samemu ze sobą), co do zasad bezpiecznego siłowania się. 

Bezpieczne siłowanki

W agresywne zabawy oparte o przepychanie i siłowanie się warto wchodzić świadomie. Pierwszą częścią tej świadomości jest to, że potrzebujemy zdawać sobie sprawę, że to rodzic a nie dziecko bierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo zabawy. Dziecko wielu rzeczy nie jest w stanie przewidzieć. Drugą konieczność obupólnej zgody na taką formę aktywności – nie narzucamy takiej zabawy, gdy dziecko nie chce i nie wchodzimy w nie jeśli sami nie mamy na to przestrzeni. 

Warto ustalić zasady czy mieć ogólną umowę odnośnie tego, jak takie zabawy mają wyglądać:

  • Przerywamy zawsze, gdy ktoś sygnalizuje, że już nie chce – na przykład mówiąc dość, poddaje się.
  • Rodzic przerywa wtedy, gdy widzi, że dziecko “nakręca się” i kieruje zabawę w spokojniejsze rejony.
  • Umawiamy się na co w zabawie nie mamy zgody – na przykład gryzienie, łaskotanie, szczypanie, bicie w głowę. 
  • Sposoby na wyciszanie się po zabawie – na przykład przytulanie, czytanie, relaksacja, oglądanie bajki.

Szaleństwa przed snem

Wielu rodziców ma obawę, że jeżeli intensywne zabawy rozpoczną się wieczorem, to dziecko będzie miało trudności z zasypianiem. Z drugiej strony wieczór jest równocześnie momentem, w którym dzieci najchętniej angażują się w agresywne zabawy. Dzieje się tak dlatego, że właśnie wtedy nadmiar napięcia albo niezaspokojona potrzeba ruchu, dają o sobie znać. Dlatego dobrze jest z uważnością obserwować swoje dziecko, gdyż może być tak, że paradoksalnie wieczorne szaleństwa będą sprzyjały zasypianiu.


[1] Stephen Porges, Play as a neural exercise: Insights from the Polyvagal Theory
[2] Lawrence Cohen “Rodzicielstwo przez zabawę”
[3] Lawrence Cohen “Siłowanki”

Może zainteresuje Cię też:

Jak zadbać o aktywność fizyczną dziecka, kiedy utkniesz w domu 

O dziecku, które skacze po kanapie

 

post

jak zadbać o aktywność fizyczną dziecka (i rozładowanie napięcia), kiedy utkniesz w domu

Aktywność fizyczna jest jedną z podstawowych ludzkich potrzeb. Kiedy przychodzi późna jesień często utykamy w domu z dziećmi. Szczególnie jeśli to jest taka jesień jak teraz – covidowa, wypełniona przymusowymi kwarantannami i brakiem możliwości korzystania z różnych atrakcji pod dachem.

A przecież potrzeby ludzi się nie zmieniają i ciała naszych dzieci nadal domagają się odpowiedniej dawki ruchu, aktywności fizycznych, ale też możliwości na rozładowanie napięcia, które się w nich nagromadziło.

Co robić z dziećmi jesienią w kwarantannie?

Pisałam ostatnio, że potrzeba ruchu u dzieci jest tak podstawowa, że one znajdą sposób na jej zaspokojenie tak czy inaczej, tyle tylko że ten sposób może być ciężki dla rodziców do przyjęcia. Najczęściej o wiele bardziej dla rodziny wspierające jest, jeśli pomożemy dzieciom wybrać fajne aktywności i potowarzyszymy im w tym, wykorzystując okazję na budowanie więzi. No ale co można robić w domu? A no mnóstwo. Poniżej wrzucam kilka przykładów na fajne zabawy, które zadbają o wasze dziecko i jego potrzeby i wasze własne zdrowie psychiczne 😛 

Siłowanki, przepychanki, przewalanki

Rodzice (bardziej chyba mamy) mają często wątpliwości do tej formy aktywności z dziećmi, ale to jest jedna z tych, które bardzo polecam na wiele trudności w rodzinie. Oprócz pozbywania się napięcia, dużo dzieje się tu kontakcie fizycznym z opiekunem, co naprawdę wspiera dziecko i buduje więź. Zadbaj o bezpieczeństwo i nie przekraczaj granic dziecka, pozwalaj mu też wygrywać. Możecie dla bezpieczeństwa ustalić różne wspólnie różne zasady – np. nie gryziemy i nie łaskoczemy. 

Zabawa na rozładowanie napięcia – gobliny

To zabawa, którą wymyśliłyśmy z Łucją, gdy miała koło 3 lat i czytaliśmy “Księżniczkę i gobliny”. Włączamy utwór “W grocie króla gór” i na palcach chodzimy jak gobliny, coraz szybciej i szybciej. Po dwóch rundach brak mi tchu, ona często ciągnie trzecią. Męcząca, rozładowująca napięcie, ćwicząca poczucie rytmu i dobra na płaskostopie. 

Krzyki, piski, dziwne dźwięki

Bardzo często, kiedy nie wyjdziemy z domu, wieczorem moje dzieci biegają i wydają z siebie piski. Krzyk i pisk to jedna z dziecięcych strategii na rozładowanie napięcia, niestety bardzo dotkliwie odbierana przez rodziców z wysoką wrażliwością na dźwięki. Ale wiecie jak jest – najbardziej denerwuje nas dźwięk, którego sami nie wytwarzamy i nie mamy nad nim kontroli. A co gdyby przejąć kontrolę nad dziecięcą produkcją hałasu? Pokrzycie, popiszczcie trochę razem, a potem przejdźcie do wytwarzania dziwnych dźwięków, udawajcie zwierzęta albo odgłosy przedmiotów, pobawcie się w zgadywanie co to. Kiedy się zmęczycie hałasem, powoli przechodźcie do cichszych dźwięków. 

Kiedy rodzic nie ma siły, a dziecko chce szaleć

Sposób mojego taty. Biegaliśmy jak oszalali wokół domu, a on liczył na ile okrążeń starczy nam sił. Tylko dla wytrwałych w liczeniu, bo sił starczało na długo. Wersja soft – mierzenie czasu w jakim dziecko zrobi 20 okrążeń. Jest też wariant akademia dziwnych kroków, rodzic pokazuje dziwne kroki, a dziecko samo robi okrążenie w ten sposób. 

Inna opcja to stworzenie bezpiecznych warunków do robienia fikołków, świecy i innych ćwiczeń gimnastycznych. 

Granie na instrumentach

Nie potrzebujesz umieć grać, żeby wykorzystać proste instrumenty muzyczne do zabawy z dzieckiem. Możecie wykorzystać rzeczy wydające dźwięki, które sami zrobiliście, grające zabawki i proste instrumenty perkusyjne. Jak jest dużo napięcia możecie grać te emocje albo zagrać kłótnię między rodzeństwem, w której powoli się dogadują albo burzę, która przechodzi w łagodny deszczyk albo odegrać muzycznie jakąś krótką historię czy bajkę, w której jest niebezpieczeństwo i udaje się je pokonać/przetrwać.

Zabawa w chowanego – skarbnica doświadczeń

Kto z nas nie lubi mieć rozgrzebanych przez dzieci szaf? A jednak zabawa w chowanego króluje w naszym domu. Oprócz biegania, góry śmiechu i uruchamiania kreatywności, lubię tę zabawę za to, że pomaga dziecku radzić sobie z lękiem separacyjnym, ale też uczy bycia w kontakcie ze swoim ciałem i emocjami. Mamy w niej strach na niby i konieczność kontrolowanego zamrożenia się na chwilę, żeby szukający mnie nie znalazł. 

Aktywność fizyczna w domu dla całej rodziny

Jest taka cudowna i przyjemna aktywność fizyczna, która magicznie uwalnia napięcie z ciała, pozwala zaangażować całą rodzinę, ćwiczy koordynację, równowagę i tak, spala mnóstwo kalorii. Taniec. I naprawdę nie musisz umieć tańczyć, żeby robić to ze swoimi dziećmi. One się nigdy nie uczyły i będą się super bawić, więc też możesz. Możesz wyglądać głupio. Nikt Cię nie widzi. Możesz skakać i tańczyć najgłupsze tańce świata, aż położycie się na podłodze ze śmiechu. A wasze ciała będą czerpać korzyści z tego, że wyprodukowały masę endorfin i pozbyły się napięcia. 

Aktywność fizyczna w domu dla starszych dzieci

Dzieci w wieku szkolnym nie zawsze wchodzą tak chętnie w wymienione zabawy, jak maluchy. Gimnastyka prowadzona w formie zabawy może być dla nich zbyt dziecinna, a zwykła zbyt nudna. W takim wypadku pomocne są aktywności, w których dziecko może obserwować swój rozwój, bo możliwość osiągnięcia w czymś mistrzostwa jest jedną z ważnych elementów motywacji (D. Pink). Dlatego dzieci chętnie angażują się w niektóre ćwiczenia, takie jak pompki czy brzuszki, które mogą liczyć i widzieć, że z czasem potrafią ich robić coraz więcej. Ciekawym pomysłem jest też odbijanie piłeczek ping-pongowych paletką albo żonglowanie. Oczywiście jak rzucicie dziecku paletkę i piłeczkę, to ono wcale nie musi w to wejść. O wiele prędzej to się stanie jeśli zobaczy, że to rzecz, która nam sprawia przyjemność (uwaga: pamiętajcie o bullshit radar swojego dziecka: jak coś was wcale nie cieszy, to w 3 sekudny rozpozna, że je wkręcacie 🙂 ). 

Ruch w domu a przekonania

Czasem ciężko nam przyjąć, że to ok, żeby pozwolić dzieciom w domu tak szaleć i robić bałagan. Szaleje się na dworze. Ja myślę o tym, że kiedy nie możemy wyjść na dwór, to stajemy przed wyborem – albo pomogę im wymyślić sposoby na aktywność fizyczną nad którymi będę miała kontrolę i które się mieszczą w moim okej, albo oni wymyślą swoje, z których nie będę zadowolona i o porach w których bym nie chciała. Może być też tak, że rozładują to nagromadzone napięcie w sposób dużo trudniejszy dla wszystkich – przysłowiowych “histeriach” czy kłótniach i okładaniu się. Z tej perspektywy rozgrzebane szafy czy plac zabaw wybudowany w pokoju albo wyskakana kanapa, robi się bardzo małą ofiarą. 

Może spodoba Ci się też:

Zabawa, która pomaga na zazdrość

Uwaga! Nadchodzą tygrysy!

 

post

Uwaga! Nadchodzą tygrysy!

Dużo ostatnio mamy trudnych chwil, zmieniło nam się znowu życie – Łucja chodzi do szkoły, Remik ma opiekunkę, a ja mam coraz więcej zajęć. Najtrudniej w tym jest Łucji i mamy częste wybuchy rozmaitych emocji.

Było fajnie, bawili się w bazie. 

– Ta baza jest już tylko moja. Remik nie może tu wchodzić! – oświadczyła nagle Łucja stanowczym tonem
– Baza, baza! – płacze Remik
-Remik  też chce wejść do bazy, to co teraz?
– Wybuduj mu jego. Tylko gorszą od mojej. –  Buduję. Gorszą. Ale chyba nie dość gorszą, bo Łucja stwierdza:
– To ja jeszcze buduje trzecią. I wszystkie będą wszystkich dobra?
– No dobra. – pomagam jej dokończyć, bawią się. Remik krzyczy „baza, baza!”. Wychodzę na 30 sekund z pokoju i jest walka.
– Idź sobie Remik, zburzyłeś mi bazę! – naprawiam i zabieram go do tej, która miała być jego. Z książką. Łucja przychodzi i warczy. – Nie, nie możecie tu być. Wszystkie bazy są moje.

Duży pokój zamienił się w kłębowisko koców i poduszek, zmieściłoby się w tych bazach pół przedszkola. Widzę, że jest napięta, zła i że to w ogóle nie o te bazy chodzi. Remik jest zajęty książką, więc mówię:

– Ok, to teraz wszystkie bazy będą twoje, a my poczytamy. – Remik nagle nie chce już czytać i zaczyna się bawić Duplo. Łucja nagle nie chce być już w żadnej z trzech baz. Podchodzi i wyrywa mu klocki i rzuca przez pół pokoju. 

– To moje zabawki! Wszystkie są moje! – wymachuje rękami i tupie nogami. Zaczynam śpiewać głupią piosenkę, coś w stylu „Oooo Bubek, wszystkie zabawki są Łucji i nie możesz nic mieć”, ale Łucja nie chwyta. Zwija się w kulkę na moich kolanach i płacze:

– Jesteś tylko moją mamą! Bubek nie ma mamy i tylko jesteś moją.
– Tato Bubu – mówię śmiertelnie poważnym tonem. Nasza mała Łucja, która nie ma brata ani siostry jest strasznie zrozpaczona. Może ją pogłaszczemy? – ale tego już żadne z nich nie chwyta. Ona wyje przeraźliwie na moich kolanach, a on próbuje się na nie dostać jęcząc i odpychając. Ja zastanawiam się gdzie jest mój telefon, żeby zadzwonić do Bartka z płaczem, co by przefrunął nad korkami, bo no oszaleje przecież zaraz z tymi gówniarzami.

A potem nie wiem już jak to się stało, Remik siedzi na kolanach, Łucja obok nas warczy, krzyczy i skacze. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim długowłose dziecko jest za nie ciągnięte, a to bardziej pulchne szczypanie. Łucji ciało jest napięte, buzia wykrzywiona. Nagle przychodzi mi pomysł do głowy. Bębnie głośno rękami o podłogę, a oni zamierają, żeby zobaczyć co się stanie. 

– Uwaga! Uwaga! Nadchodzą tygrysy!
– I co? – pyta Łucja
– Trzeba się schronić gdzieś wysoko! – Łucja ucieka na najbliższe krzesełko, a ja udaje że tygrys dorwał moją nogę przeraźliwie krzycząc. Wyszarpuje ją i upadam na kanapę. Łucja piszczy z radości.
– Uwaga! Nadchodzą sępy! Trzeba się schronić na podłodze. – dalej idzie już łatwo, szalejmy po pokoju.
–  Uwaga! Żmije! Tupiemy, żeby je odstraszyć! O nie! To muchy! Zabijamy je! Klaszczemy! A teraz tygrysy i muchy na raz, kurcze, chyba nas pokonają! Bubu klaszcz! I przytulaste misie przyszły, musimy się przytulać!

Dzieci się śmieją i biegają po pokoju. Widzę jak w trakcie tej zabawy z ciała Łucji uchodzi napięcie, jak pojawiają się przyjemne emocje. Udało nam się. Wydostaliśmy się. Kiedy odzywa się dźwięk kodu wpisywanego do bramy bloku, biegną zgodnie do drzwi przywitać tatę, roześmiani, spokojni. I tylko sąsiadów mi żal. 

Niesamowita zabawa

Wiecie, ja w kółko czytam i piszę o tej zabawie. Opowiadam o niej rodzicom, specjalistom. A potem przychodzi taka chwila i zawsze jestem zmiażdżona jej mocą, możliwościami które daje. Tym jak wspiera regulację emocji, jak pozwala uwalniać napięcie, pozbywać się stresu, jak odbudowuje relacje. Więc mam nadzieje, że wam się nie przejadło, bo jeszcze trochę o tym pewnie popiszę.

 

post

Kiedy czas przynosi poczucie winy

To było z rok temu, jak Remik był jeszcze noworodkiem i przyzwyczajaliśmy się do życia w czwórkę. Łucja przyszła do mnie rozżalona i spytała:
– Mamo czy jeszcze kiedyś zrobimy coś takiego bardzo, bardzo fajniusiego?
– Co takiego?
– Tak jak kiedyś. Że Ty będziesz pracowała na komputerze, a je będę oglądała na telefonie i będziemy leżeć razem w łóżeczku.
– Tak, tak zrobimy – mówię i dławi mnie w gardle.

Największe grzechy rodziców

Dławi mnie w gardle, bo nienawidziłam tak robić, bo myślałam, że moje dziecko na tym traci i robiłam tak tylko, gdy nie wyrobiłam się z pracą w czasie, gdy była opiekunka. My rodzice mamy mnóstwo takich momentów, które nijak nie przystają do tego co planowaliśmy, kiedy czujemy że nie jesteśmy w pełnym kontakcie, że zapychamy dziecko środkiem zastępczym, żeby zrobić coś pilnego. Włączamy bajki, żeby ugotować obiad, dajemy papier toaletowy do darcia żeby się załatwić, marchewkę do pobierania, kiedy gotujemy, pozwalamy na stworzenie krainy z poduszek na podłodze, żeby spokojnie pogadać z mężem i z mocno średnim zaangażowaniem patrzymy na to co robi dziecko. Czas, który może przynosić poczucie winy, że rodzic nie daje z siebie dość. A potem… potem dziecko przychodzi i mówi, mamo to było super gdy leżałyśmy w łóżku i oglądałam bajkę, mamo to była najlepsza zabawa właśnie wtedy, kiedy byłaś zajęta obiadem.

Równoległe spędzanie czasu

Jordan Shapiro pisze o czymś takim jak równoległe spędzanie czasu ze sobą. To jest to co robimy trochę obok siebie, ale będąc razem. Kiedy wymęczona siadasz wieczorem na kanapie obok swojego męża i każdy nurkuje w swój telefon i tylko od czasu do czasu mówicie: „O jaaa, zobacz to” albo „Nie no, co oni znowu za bzdury piszą”, „Ej przeczytałam coś ciekawego”. Takie bycie bez pełni uwagi, ale bycie razem mimo to. Coś co traktujemy jako gorsze, co piętnujemy czasem, a jednak coś co też karmi relacje, zostawiając jednocześnie przestrzeń. Dzieci to wiedzą lepiej niż my, i potrafią się tym cieszyć.

Zabawa, nie-zabawa

Różni rodzice mówili mi, że nie potrafią się bawić, że nie spędzają dość czasu z dziećmi. A potem w trakcie, kiedy gadamy okazuje się, że oni się bawią, że są razem tylko nie widzieli w ten sposób tego, co robili. Nie myśleli, że wspólne pieczenie ciasta, mycie okien i sprzątanie to może być zabawa, to może być wspólny czas. Widzę to kiedy mój roczny syn z wielką radością ładuje ze mną pranie do pralki. Przypominam sobie też ciepłe jesienne dni, kiedy układaliśmy drewno do kominka na zimę, a tata woził nas taczką w drodze po kolejne kawałki. I wiem, że takie chwile też budują więź.

Mamy tylko 24 godziny

24 godziny. Z czego część śpimy, część jemy, sprzątamy, robimy pranie, załatwiamy różne rzeczy, próbujemy złapać oddech. I niezmiernie ważne jest, żeby w nich zaplanować ten czas z dzieckiem, z partnerem, z samym sobą w którym choć przez chwilę jesteśmy tylko dla siebie. Żeby zmieścił się między tymi wszystkimi pilnymi sprawami. Żebyśmy mieli chwilę na to, żeby z pełną uważnością się zobaczyć, odpowiedzieć na swoje potrzeby, pobyć. Ale to nie jest porażka, że dużo z niego spędzimy trochę obok siebie – można być obok siebie z uważnością na siebie, dobrze się bawiąc albo tylko zerkając sobie przez ramię od czasu do czasu. Bo 24 godziny to mało. 

Zdjęcie:

 

post

Zabawa, która pomaga na zazdrość

Padają ostatnio pytania o zabawy, które pomagają nam, żeby Łucji było trochę mniej trudno z pojawieniem się młodszego brata. Myślę, że to, że odpowiem na to pytanie ma sens jako źródło inspiracji, otwarcie się na takie pomysły bycia z dzieckiem. Wcale jednak nie musi być tak, że inne dzieci będą chciały skorzystać z tego samego, co my robimy.

Cohen w książce rodzicielstwo przez zabawę pisze o tym, że dziecku często trzeba proponować ileś różnych zabaw, zanim którąś przyjmie. Ja myślę też, że jeśli dziecko czuje, że to ma być nasz złoty i szybki środek na załatwienie czegoś, to też w to nie pójdzie. I że w zasadzie najlepiej się sprawdza, kiedy zabawa wychodzi od dziecka.

1. Siłowanki

Przepychanie, ściskanie, tulenie, wygłupy. Umożliwiają kontakt fizyczny i rozładowanie różnych napięć. Nie będę o tym pisać, bo jest cała książka „Siłowanki” wydawnictwa Mamania z masą pomysłów.

2.Zagubiona dziewczynka / zwierzątko

To jest autorski pomysł Łucji. Ona kuli się w jakimś kącie (często na spacerze) i mówi „Ojejku zgubiłam się w tym strasznym ciemnym lesie / mieście”, a ja zapraszam żeby szła ze mną. Pytam czy chciałaby ze mną zamieszkać, czy chciałaby mieć brata, bo ja bym chciała żeby mieszkała. Pokazuje jej mieszkanie, pokój, zabawki. Ona zadaje różne pytania, częściowo buduje strukturę „A co robicie kiedy?”, „Czy chodzicie na spacery?”, „A możemy kiedyś pojechać do lasu?”.

To jest zabawa o wyborze i o tym, że jesteśmy ze sobą bo się chcemy. A przede wszystkim o tym, że to nie jest tak, że ja ją po prostu “mam”, bo ją urodziłam, ale że ją wybieram codziennie, kocham, chcę mieć.  Myślę, że ważne jest też to że ona sobie przypomina różne rzeczy, które ma, które są jej, które dostała od nas i daje to poczucie stabilności, ale też bycia ważną i widzianą.

3.Dzidziuś / wykluwający się dinozaur

Jest dzidziusiem (niekoniecznie ludzkim), którym się zajmuje i opiekuje. Często używam dzidziusiowych akcesoriów, małego kocyka, zabawek Remika. Słyszałam od wielu osób, że się w ten sposób bawili po pojawieniu się rodzeństwa. Czasami, szczególnie w ciężkie poranki lubi być jajkiem dinozaura, otulona kocykiem, a ja i Remik ją ogrzewamy. W tej zabawie pomocne jest dla niej odwrócenie ról, w którym on jest starszym bratem.

4. Krecik Łucja

To jest zabawa, w której ja nigdy nie uczestniczyłam. Łucja zaczęła ją z opiekunką, a jak byłam w ciąży to bardzo ją rozbudowała z tatą i to z nim się w to bawi, prawie codziennie przed spaniem. Wymyslili już mnóstwo scenariuszy tej zabawy, ale zasadniczo jest o Kreciku, który wpadł w tarapaty i ratuje go Borsuk, z którym może razem zamieszkać. Często zaczynają od wspólnego budowania nory z poduszek i kocy.

Buduje jej poczucie bezpieczeństwa, pozwala się poczuć zaopiekowaną i ułatwia spokojne zaśnięcie.

5. Miasteczko Heartlake

Rozwijające się z każdym nowym zestawem LEGO Miasteczko Heartlake jest jedną z jej ulubionych zabaw, w której wymyśla historie i je wspólnie odgrywamy postaciami z LEGO. Przerabiamy tam wchodzenie w związki, zakochiwanie się, śluby, porody, odrzucenie, zazdrość, różne trudności w relacjach, chorobę psychiczną, ale też takie bardziej sensacyjne wątki typu porwanie, wypadek, pojawienie się ducha.

Dla mnie to jest taka zabawa, która tworzy nieskończone możliwości i łączy w sobie elementy klasycznego opowiadania historii, psychodramy, odgrywania ról i technik projekcyjnych, ale jest przede wszystkim mega prześmieszna.

6. Arielka

W Arielkę bawimy się w wannie, głównie gadając. Wspominam o niej, bo ma dwa ważne elementy. Po pierwsze bawimy się przy okazji, trochę wydzieramy czas na zabawę, tam gdzie wydawałoby się , że już go nie ma, a to jest ważne przy maluchu, który tak dużo go zabiera.

Po drugie to jest zabawa, do której Łucja wpuszcza Remika. Czasem jest psem księcia Eryka, ale coraz częściej księciem, albo bratem. Myślę o tym jak zabawa buduje więź i że to bardzo cenne szukać takich, które obejmą oboje dzieci i im to ułatwią. Myślę, że pomaga też kiedy fabuła historii ich jednoczy w jakimś wspólnym celu.

15 minut dziennie

 Łucja zawsze ma gotowe pomysły i czeka, więc nie musimy wspólnej zabawie nadawać struktury. Jak tak nie macie to dobrze jest pamiętać o takim wyłącznym czasie dla dziecka, w którym ono przejmuje zupełną inicjatywę za zabawę i w którym robicie wszystko, co ono chce. Może to trwać 15 minut, a może dłużej (ja widzę, że dla nas 15 minut to jest za mało, bo Łucja lubi budować skomplikowane fabuły).

Cohen w “Rodzicielstwie przez zabawę” dużo pisze o tym, jak takie 15 minut dziennie zabawy sterowanej przez dziecko bardzo wzmacnia więź między rodzicami a dzieckiem. Ja obserwuję u nas, że znalezienie czasu na zabawę to jest też pewnego rodzaju inwestycja – jak poświęcam trochę czasu na tę zabawę, to potem de facto oszczędzam go gdzie indziej, bo “wybawiona” Łucja jest często bardziej skłonna do współpracy przez resztę dnia.


Być może spodoba Ci się:

Nie lubisz mnie

Zazdrosna

Już mnie nie kochasz

Photo credits 

post

Nie lubisz mnie

– Nie lubisz mnie… – pojękuje Łucja po raz kolejny w tym tygodniu. Trudno jej. Zazdrosno. Remik mało śpi. Ona ma mało mamy. Wszystkim trudno, ale jej bardzo. Było milion rozmów, mnóstwo pytania o to co może ci pomóc. Tylko ileż mogę pytać, ileż ona może mówić, kiedy wciąż i wciąż brak zasobów na to, co jej może pomóc. Mama jej może pomóc. Taka tylko dla niej. I trochę to daje ulgi, że widzę, że słyszę, że pytam, że snujemy plany, że łapiemy minuty. Ale ciągle za mało.

– Nie lubisz mnie… – powtarza głośniej. Wiem co teraz będzie, jeśli spytam dlaczego tak mówi albo myśli. Wiem też co będzie jeśli zacznę zaprzeczać. Wiem, że znowu wylądujemy nigdzie. Robię więc coś po czym nie wiem co będzie, ale widzę, że jest spokojna, lekko rozdrażniona i tak po prostu to mówi.

– No. Nie lubię. – zastyga i patrzy na mnie zdziwiona. Jakby miała długie uszy to by nimi strzygła jak zwierzaczek. – Nieee lubieee cieee jaaak….
– No jak co pyta? – już lekko naburmuszona
– Jak czekolady cię nie lubię! – dociera do niej, że to zabawa i się rozluźnia
– Nie lubię cię jak małych roślinek. I słodkich kociaczków. Jak słonecznego dnia. Nie lubię cię jaaaak….
– Jak co? Jak co? – pyta już lekko podekscytowana
– No nie lubię cię jak pysznej, zimnej wody w upał. I lodów. Taak nie lubię cię jak lodów.

Śmieje się i mnie przytula. Powtarzamy to ostatnio prawie co dzień. Starcza, żeby zrzucić trochę ciśnienia, kiedy Remik nie śpi i wisi mi na rękach. Pozwala nie wchodzić w rozmowę z serii nie lubisz mnie, kochasz go bardziej i w ogóle już nie jestem dla was ważna. Starcza, bo to zabawa, a zabawa pomaga gdy dzieciom jest ciężko, pomaga gdy nitka więzi się niebezpiecznie mocno naciąga, a ten balon zazdrości o którym ostatnio mówiła już prawie wypełnia.


Być może spodoba Ci się:

Już mnie nie kochasz
Ból istnienia
Zazdrosna

Zdjęcie: trzyletnia Łu , Stawy Milickie