Tak się złożyło, że końcem października, w chłodny i ponury poranek, kiedy masa ludzi ciągnęła wyczyścić groby, na cmentarzu zjawiłyśmy się i my – ja i moja dwuletnia córeczka. Byłyśmy na pogrzebie pani, której nie znałyśmy, ale bliskiej komuś ważnemu dla nas. Przy okazji rozmawiałyśmy o tym, że ludzie umierają i o co to jest pogrzeb. Niektórzy znajomi dziwili się, że ją zabrałam, że tłumaczę. Nie widziałyśmy też innych dzieci na cmentarzu. Kiedy wróciłyśmy do domu, mała zjadła trochę ciasta, obejrzała bajkę i się zdrzemnęła, a ja zostałam z przemyśleniami. Zastanawiałam się nad tym, że w naszej w kulturze staramy się odgrodzić dzieci od śmierci, nie wspominać o niej, nie zabierać ich na pogrzeby, nie rozdrapywać nadmiernie tematu. Pewnie każdy z nas zna historię o podmienianych cichcem w nocy chomiczkach czy rybkach, tak żeby tylko dziecko nie zobaczyło, że jego ulubieniec nie żyje. Nie płakało, nie cierpiało, nie musiało w najmniejszym stopniu posmakować śmierci. Więc myślę – dlaczego tak robimy? I czy to dobrze?

 

Chronimy przed cierpieniem

Większość rodziców, jeśliby zadać im te pytania, odpowiedziałoby pewnie, że chcą chronić swoje dzieci przed zbędnym cierpieniem. Tylko, że nie zawsze możemy to zrobić. Przecież, jeśli się odważymy, musimy przyznać, że ludzie umierają i że nasi najbliżsi też kiedyś odejdą. Wyobraźmy sobie takie “dobrze ochronione” przed tematem śmierci dziecko, dla przykładu ośmioletnie, któremu umiera ukochana babcia. Dziecko nigdy nie zabierane na pogrzeby, któremu podmieniliśmy już trzeciego chomiczka i nie włączaliśmy bajek, w których ktoś umiera. Czy przypadkiem dzięki naszej ochronie nie zapewniliśmy dziecku jeszcze brutalniejszego zetknięcia ze śmiercią?

Boimy się trudnych pytań

Dzieci próbują zrozumieć świat zadając nam pytania. Jeśli pojawi się temat nowy i trudny, możemy być prawie pewni, że zostaniemy nimi zasypani. Myślę, że ten strach jest uzasadniony, ja też bałam się pytań, gdy zabierałam córkę na pogrzeb. Udzielanie odpowiednich odpowiedzi jest wielką odpowiedzialnością. Obawiam się jednak, że jest tylko częścią odpowiedzialności jaką jest bycie rodzicem i siłą rzeczy musimy się z tym zmierzyć. Z pewnością o wiele łatwiej jest rodzicom wierzącym w Boga i w Zmartwychwstanie, ale nawet oni mogą zdziwić się, jak daleko sięgają szczere i proste pytania dziecka (Ale dlaczego Bóg zabrał babcię?”, “Co ona robi w tym niebie? Nie woli być ze mną?). Tutaj nie ma prostych recept, książki “50 odpowiedzi na pytania o śmierci”, musimy być mądrzy i uważni, dostrzegać, co kryje się za tymi pytaniami i czego dziecko potrzebuje. Mogę jednak udzielić prostych rad:

– Zawsze mówmy prawdę (oczywiście w granicach – nie musimy szczegółowo opowiadać dziecku o tym, jak wujek X straszliwie cierpiał umierając na raka; chodzi bardziej o niestosowanie wybiegów w stylu Babcia śpi i nie wiadomo, kiedy się obudzi).

– Kiedy nie potrafimy odpowiedzieć na pytania, możemy się do tego przyznać – Nie wiem kochanie, może… mam nadzieję, że… “.

Unikajmy infantylnych przedstawień rzeczywistości (Babcia siedzi na chmurce i do Ciebie macha, a jak Dziadek robi siku to pada deszcz), jak i tych nadmiernie abstrakcyjnych (Dziadek odszedł, ale jego idee, które spisał w książce będą żyć wiecznie).

Przede wszystkim jednak pamiętajmy, że pytania dziecka nie są jego kaprysem, ale sposobem na zrozumienie, tego co się dzieje, a jeśli wciąż i wciąż nas o coś pyta, to znaczy, że potrzebuje jeszcze czasu, żeby to przemyśleć.

Bagatelizujemy ból

Nie lubimy obcować z bólem i smutkiem. Wolimy go pomniejszać, odwracać uwagę. Kiedy dziecko się uderzy albo wywróci polski rodzic często mówi No już nie płacz, nic się takiego nie stało. Próbujemy zaczarować rzeczywistość i zanegować istnienie bólu, tylko że to nie działa. Potem mówimy też: Nie płacz, to tylko chomik. Kupię Ci nowego, chomiki żyją krótko, ale ból zostaje, a jedynie uczymy dziecko ignorować emocje i spychać je. Tymczasem tym, co powinniśmy robić jest zanurzenie się razem z dzieckiem w trudnym doświadczeniu, okazanie współczucia, pomoc w zrozumieniu emocji i wspólna droga przez smutek.

Nie rozumiemy, czym jest żałoba

Kiedyś przechodzenie przez proces żałoby było bardziej naturalne. Istniały zwyczaje, które pomagały zaznaczyć ten czas – nocne czuwania, noszenie czerni, nie uczestniczenie w zabawach. Dziś kiedy powoli rezygnujemy z większości takich zwyczajów, przestajemy te z zdawać sobie sprawę, że coś takiego jak żałoba w ogóle istnieje. Często po śmierci bliskich bierzemy leki na uspokojenie i antydepresanty, żeby jak najszybciej “stanąć na nogi”, wrócić do codziennego rytmu. Musimy jednak zdać sobie sprawę, że utrata bliskich zawsze jest ciosem, że potrzebujemy czasu, żeby sobie z nią poradzić, że powinniśmy ją opłakać. W psychologii mówi się o “nieprzebytej żałobie”, która nawet po wielu latach potrafi odciskać straszliwe piętno na człowieku. Nie da się stracić bliskiego i nie cierpieć, nie możemy przed tym obronić też naszego dziecka. Ale rozumiejąc, że żałoba to proces przez, który trzeba przejść, możemy pomóc mu przebyć tą wędrówkę trzymając je za rękę.

Boimy się śmierci

C. S. Lewis w czasie II Wojny Światowej był pilotem brytyjskich sił powietrznych. Stracił wówczas wielu kolegów oraz najbliższego przyjaciela. Kiedy później o tym pisał, twierdził, że najgorsza była dla niego postawa niektórych chrześcijan, twierdzących, że nie powinno się rozpaczać po śmierci tych kolegów, ponieważ poszli do Boga. A przecież śmierć, nawet jeśli nie ostateczna, to zawsze jest straszna i tego, żaden chrześcijanin nie powinien negować. Nawet wierząc w Zmartwychwstanie, nadal możemy się jej obawiać. A o tym, czego się boimy, raczej nie mówimy naszym dzieciom.

Co w takim razie dalej?

Jeśli chcemy przygotować nasze dzieci do tego, że napotkają na swojej drodze śmierć, musimy sami zaakceptować jej istnienie. Przestać robić z niej temat tabu, przechodzić świadomie żałobę (a jeśli kiedyś jej nie odbyliśmy, spróbować sobie z tym poradzić, być może przy pomocy przygotowanej do tego osoby), nauczyć się nie zaprzeczać bólowi.

Wtedy będziemy mogli pomóc też swoim dzieciom i stopniowo wprowadzać ten temat do ich życia. Pamiętajmy jednak, żeby robić to delikatnie i z zapasami niekończącej się cierpliwości, gdy pojawią się pytania.

_________________________________________________________________________

 

*Artykuł dotyczy oswajania dzieci z problemem śmierci, a nie pomocy im w żałobie, aczkolwiek możecie znaleźć tu pomocne informacje, w tym wypadku radzę bardziej zgłębić temat.

** Dziś w załączniku odcinek jednej z naszych ulubionych bajek – Charlie i Lola, który łagodnie i bez zaprzeczania emocjom, pozwala porozmawiać o problemie śmierci.

Rekomendowane artykuły

1 komentarz

  1. mieszkanka Drzewieckiego ^^ says:

    Wow !Nie dość ,że fachowe doradztwo, to jeszcze mutlimedialne pomoce naukowe 😉
    A tak poważnie, to mam przeczucie ,że Twój blog bedzie się wciąż rozrastał, a wraz z nim dyskusje w komentarzach. Życzę Ci dalszych pomysłów co do tematów „spotkań” , wiem że z przygotowaniem sobie poradzisz. Nawet jeśli wrzucenie postu potrwa nieco dłużej niż zakładałaś..(przy okazjii pozdrowienia dla Łucyjki ;D)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *