Nie wiem czy też żyliście w przekonaniu, że jedną z najważniejszych rzeczy w życiu niemowlęcia jest stały rytm – regularne pory karmienia, przewijania, kąpieli czy snu. Tenże stały rytm ma gwarantować maluszkowi poczucie bezpieczeństwa i harmonijny rozwój. Co jednak, kiedy w świecie naszych wyidealizowanych założeń pojawia się dziecko, które zwyczajnie nie ma rytmu i nijak nie reaguje na nasze próby wprowadzenia go?
Obserwując rozwój mojego dwadzieścia lat młodszego braciszka, byłam pewna, że niemowlęta to istoty dość przewidywalne i proste w obsłudze. Łucja błyskawicznie wybiła mi z głowy takie pomysły. Ze swoimi kolkami i wysokimi potrzebami, była pozbawiona jakiegokolwiek rytmu.
Jak to jest być rodzicem dziecka bez rytmu?
Trudno, bo nie do końca można coś przewidzieć i rozplanować dzień. Zamiast planów i obserwacji zegarka, trzeba trwać w nieustannym pogotowiu i reagować na potrzeby malucha, który nagle znienacka chce spać, a kiedy indziej wytrzymuje parę godzin bez drzemki. Niby każdy rodzic to musi, wiem. Ale jeśli możesz posiłkować się choć trochę stałym rytmem i opartymi o niego przewidywaniami, z pewnością jest Ci odrobinę łatwiej.
Najgorsze jest jednak poczucie winy, że przecież to ważne dla dziecka, a tego nie ma, że może to moja wina. Czy gdybym wybudzała wcześniej, czy gdybym bardziej narzucała, to byśmy ten rytm złapały? Patrzenie przez okno w piżamie, kiedy inne mamy wracają już ze spaceru, a Ty nie wiesz wychodzić czy nie, zaśnie czy będzie płakało w wózku? I poczucie porażki, że inne matki potrafią, a ja nie.
Poszukiwania rytmu
Przez pierwsze miesiące myślałam, że wkrótce nam się jakiś rytm pojawi. Czasem, kiedy Łucja przez 3-4 dni zachowywała się podobnie w określonych godzinach wpadałam w euforię, że to już. I faktycznie, bywały okresy, że przez tydzień, półtora reagowała podobnie o pewnych porach. Potem moja córeczka znów wywracała wszystko do góry nogami i zachowywała się nieprzewidywalnie. Zamiast tego poznałam swoje dziecko na tyle, żeby po prostu wiedzieć – kiedy zaśnie, ile zje i czy możemy iść na spacer. Dzisiaj Łucja ma ponad 2.5 roku i dalej jest dość problematyczna w tym zakresie, choć doświadczamy już dużo więcej stałości.
Chociaż my nie znalazłyśmy stałego rytmu, to myślę, że warto szukać. Że może nie tyle Twoje dziecko go nie ma, ale inny niż Ty chciałbyś mu narzucić. W takiej sytuacji być może odpowiedzią na problem będzie nagięcie się (w ramach Twoich możliwości) do godzin, które pasowałyby dziecku.
Jak sobie radzić z dzieckiem bez rytmu?
Dla mnie przełomem było zrozumienie, że moje dziecko takie po prostu jest i akceptacja tego (bardzo pomogło mi w tym zaznajomienie się z koncepcją high need baby, o której możesz przeczytać choćby tu). Myślę, że przede wszystkim trzeba uwolnić się z poczucia winy, wywoływanego przekonaniem, że taki rytm musi być.
Główną podstawą twierdzenia, że stały rytm daje dziecku poczucie bezpieczeństwa, jest założenie że jeśli działa się z zegarkiem to z pewnością zaspokojone zostaną potrzeby dziecka. Więc bezpieczeństwo płynie nie bezpośrednio z tego, że jest rytm, ale właśnie z zaspokojenia potrzeb. Jeśli Twoje dziecko, tak jak moje nie chce dostosować się do określonych godzin, to może zamiast patrzeć na zegarek patrz na nie.
Wyjątkowość dzieci, które żyją bez rytmu
Myślę, że dzieci, które nie mają stałych pór są w pewnym sensie wyjątkowe. Mało tego – są pewne zalety, które z tego płyną!
Po pierwsze, Twoje dziecko uczy się, że bezpieczeństwo nie wynika z tego, że zawsze o godzinie drugiej je zupę, ale z tego że jego mama zawsze da mu zupę, gdy jest głodne. Mam wrażenie, że dostarcza to więcej przestrzeni na rozwój bardzo bliskiej więzi dziecka z rodzicem.
Po drugie, daje Ci to jako rodzicowi, więcej możliwości. Dzieci bez rytmu łatwiej przeżywają zmiany w rozkładzie dnia. Jeśli masz wieczorem gości, to przesunięcie o dwie godziny czy nawet pominięcie kąpieli nie będzie wywoływać u niego poczucia zagrożenia. Łatwiej też radzić sobie, gdy jesteście poza domem, łatwiej takiemu dziecku wytrzymać chwilę dłużej bez drzemki, albo gdy pośpi krócej niż zazwyczaj. Masz o wiele więcej swobody i elastyczności w wyjątkowych sytuacjach niż rodzice, którzy funkcjonują według ścisłego rozkładu dnia. Myślę, że to właśnie ta “bezrytmowość” mojej córki sprawiła, że już w pierwszym roku jej życia odbyliśmy tak dużo udanych wycieczek.
Co zamiast stałego rytmu?
Oczywiście, to o czym pisałam powyżej – koncentracja na dziecku, dostrzeganie potrzeb i szybkie reagowanie na nie.
Wprowadzanie rytuałów. Tak, bez stałych godzin też można 🙂 Wystarczy mieć jakąś określoną kolejność czynności, czytanie czy kołysanki przed snem, mycie rąk przed jedzeniem. Maluteńkie wydarzenia, które zaznaczą, co będziemy za chwilę robić.
Informowanie dziecka o planie dnia. Trudno mi powiedzieć, kiedy dziecko jest w stanie zrozumieć takie wypowiedzi, ale już kiedy Łucja miała około pół roku, mówiłam jej z wyprzedzeniem, co będziemy robić. Do dzisiaj mamy tak zwyczaj. Wydaje mi się, że dobrze to działa w momencie, kiedy nie mamy stałych pór funkcjonowania. Oczywiście nie podaję jej całego rozkładu dnia do przodu, ale następne trzy-cztery rzeczy, które się wydarzą.
Korzystanie z chusty. Chusta ratowała nas nie raz, bo w niej dziecko może swobodnie spać w dowolnym momencie. W sytuacjach podbramkowych mogłam też posprzątać mieszkanie albo przygotować coś do jedzenia, dzięki temu że miałam wolne ręce.
Na koniec
Ułożywszy już cały ten artykuł natknęłam się na pewien fragment w książce Agnieszki Stein “Dziecko z bliska” i zaczęłam żałować, że nie przeczytałam tego, kiedy Łucja miała 3 miesiące, a odkryć musiałam dokonywać sama. Niemniej jednak z chęcią przytaczam kogoś, kto w kontekście pisania o dzieciach wielokrotnie mnie przewyższa 🙂
“Kiedy dziecko jest małe, potrzeby adekwatnej stymulacji i bezpieczeństwa są ze sobą niezwykle mocno powiązane. Przy tym nie do końca chodzi o stałość, rutynę, regularność. Dużo częściej podstawową sprawą jest bycie w zasięgu zmysłów dziecka i emocjonalna dostępność, kiedy dziecko sygnalizuje swoje potrzeby. Stałość, które od narodzin buduje poczucie bezpieczeństwa dziecka, to stałe doświadczanie przewidywalności i bliskości opiekuna, a nie co do godziny rozplanowane stałe zajęcia.
To, co piszę, jest w sprzeczności z tym, co zaleca większość poradników opieki nad małymi dziećmi. Te same pory snu, posiłków, kąpieli. Te same zwyczaje. Nie wszystkim dzieciom to odpowiada i mają one trudności z dostosowaniem się do takiego z góry zaplanowanego rytmu. Dodatkowo nie jest to też w zgodzie z potrzebami wielu rodziców. Rozwiązaniem, które mogę zaproponować, jest skupienie się bardziej na próbie odczytania rytmu, jaki wypływa z zachowania dziecka. Rozpoznanie struktury, którą samo dziecko nadaje swojemu życiu. I próba pogodzenia jej ze strukturą, której potrzebują sami rodzice.”
Oczywiście, nie zachęcam nikogo, żeby “rozregulował swoje dziecko”, ale jeśli też borykasz się z tym, że Twoje dziecko nie chce się dostosować do stałego rytmu dnia, to chciałam Cię trochę wesprzeć i powiedzieć, że nie jesteś jedyny na świecie. Spotkała Cię duża trudność i ciężki obowiązek, ale też pewien przywilej, bo oto Ty i Twoja więź z dzieckiem muszą być głównym źródłem jego poczucia bezpieczeństwa.
Ta Stein pisze bardzo racjonalnie. Lepiej nie programować i nie narzucać z góry tego co w danej godzinie trzeba z dzieckiem zrobić, ale iść na kompromisy.
W dorosłym życiu występuje mnóstwo sytuacji, które rozbijają nasz plan dnia na małe kawałki, i trzeba go wtedy układać szybko (i z głową) na nowo! Obiad przesunięty godzinę później.. nic nowego ^^
Wiemy że dziecko musi zjeść kilka posiłków dziennie by otrzymać energię, musi mieć czas na zabawę, sen, wykąpać się wieczorem i to jest akurat najważniejsze by mu to każdego dnia zapewnić.